Kochać tak, jak On kocha…

Autor : Michael Martin 

Byliśmy małżeństwem zaledwie od dwóch krótkich lat, kiedy po raz pierwszy to poczuła: ostry, przeszywający ból, który natychmiast opanował wszystkie inne zmysły. Jego intensywność malała przez następnych kilka godzin wśród fal bólu, krzywienia się i łez. Jako nieśmiały, chudy 20-latek obiecałem kochać tę kobietę na dobre i na złe, ale przypuszczałem, że to złe nadejdzie po dziesięcioleciach przygotowań.

Tak się nie stało. Ból wracał. W nocy, z dzieckiem śpiącym w pokoju obok, próbowaliśmy połączyć się w taki sam sposób, jak większość małżeństw, ale zamiast tego był tylko ból. To było pierwszych kilka dni trzyletniej intymnej posuchy. Wkradła się do naszej sypialni i wisiała nad naszym małżeństwem jak długi wieczorny cień. Akt stworzony, aby zbliżyć nas do siebie, został przemieniony w coś, co zaczęło nas dzielić. Mijały tygodnie i próbowaliśmy ponownie, mając nadzieję, że sytuacja się zmieniła, ale tak nie było. Wkrótce po prostu przestaliśmy w ogóle próbować. Przez wiele nocy w łóżku odwracaliśmy się do siebie plecami, twarzami ku przeciwległym ścianom. Słyszałem jej stłumiony płacz, gdy próbowała ukryć swój ból, i cicho płakałem w poduszkę.

Nie tak wyobrażałem sobie małżeństwo. Naczynia, pieluchy, pranie i trawnik — obowiązki piętrzyły się i jeszcze bardziej nas dzieliły. Po kłótniach nie było godzenia się. Nie było sobotnich poranków. Nie było wieczornych randek. Walka odcisnęła się na nas fizyczną i emocjonalną traumą. Myślałem, że ją kocham, tak jak Chrystus kocha Kościół, ale tak naprawdę nie wiedziałem, co to znaczy poświęcić się dla niej. Zrozumiałem, jak niewiele wiedziałem o miłości takiej, jaką kocha Jezus. Poważnie rozważałem odejście. Wielokrotnie czuwałem późno w nocy po tym, jak zasnęła i wołałem do Boga w modlitwie. Moje próby ponownego zbliżenia się do niej dzień po dniu kończyły się niepowodzeniem z powodów, których nie rozumiałem.

Właśnie wtedy Bóg otworzył mi oczy i pamiętam, że pomyślałem: tak właśnie czuje się Jezus wobec mnie. Każdego ranka zapraszał mnie do bliskości, ale ja byłem zbyt zajęty. Każdej nocy przed snem, zamiast spędzać czas z Jezusem, zużywałem swój emocjonalny potencjał, pogrążając się w rozczulaniu się nad sobą. Mogłem sobie wyobrazić ból i złamane serce Jezusa, gdy wielokrotnie odrzucałem Jego najbardziej intymne zaproszenia.

Przez cały ten czas trzymałem się tego, że jako mąż mam swoje prawa. Twierdziłem, że chodzi o wzmocnienie naszego małżeństwa. Jeśli miałem to przetrwać, musiałem się zmienić. Nawet jeśli wydawało się to jednostronne, moja żona potrzebowała, żebym odłożył na bok moje prawa jako mąż i kochał ją bezwarunkowo. Tak więc za każdym razem, gdy odczuwałem ukłucie odrzucenia, przypominałem sobie, jak czuł się Bóg, kiedy ja Go odrzucałem. W Liście do Efezjan powiedziane jest, że mężczyzna, który kocha swoją żonę, kocha samego siebie. Nauczyłem się, że właśnie wtedy, kiedy czułem się najbardziej niekochany, najbardziej potrzebowałem kochać swoją żonę. Ten rodzaj dojrzałości nie przyszedł po prostu z upływem czasu. Musiał być kształtowany przez ból, poświęcenie i poddanie.

Wciąż nie kocham jej tak mocno jak Jezus, ale On w swojej łasce w pełni odnowił nasze małżeństwo i darował nam trwałą więź. Z powodu bólu, którego doświadczyliśmy i naszego wyboru, aby przetrwać go w miłości, cieszymy się intymnością, jakiej niektóre małżeństwa nigdy nie doświadczą.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *